Przyrodnicze wyprawy …


shadow

Przyrodnicze wyprawy…

Choć nasze przedszkole mieści się w małej miejscowości, mamy się czym pochwalić. Okolice są wprost malownicze, jak sceneria z bajki: „za górami, za lasami…”.

Mały skok i już znajdujemy się w lesie, otulinie Puszczy Zielonki. Możemy na co dzień obserwować leśną przyrodę, posłuchać śpiewu ptaków, czasami uda nam się nawet zobaczyć jakieś leśne zwierzątka: sarnę, zająca czy wiewiórkę. Z innymi jest troszkę trudniej, jednak wiemy z opowieści pana leśniczego, z którym się spotkaliśmy, że można tam spotkać także dzika, jelenia i inne większe stwory. Ale my, niestety (albo na szczęście- w końcu kto chciałby się spotkać oko w oko z dzikiem?) robimy troszkę za dużo hałasu. W prawdzie panie uczą nas, żeby w lesie zachować ciszę, ale kto długo pozostanie spokojny, kiedy można tyle zobaczyć, poznać? A panie same zachęcają do przyglądania się roślinom, tropienia owadów, zbierania liści i innych darów lasu. Urządzają nam różne zawody sportowe- w końcu ruch na świeżym powietrzu to samo zdrowie! Najbardziej lubimy jednak zabawy w tropienie, szukanie znaków itp.

Spacerujemy też na łąkę, pola. Mamy okazję na żywo zobaczyć wszystko, co daje człowiekowi przyroda. Obserwujemy wzrost roślin, także tych w przydomowych ogródkach, szklarniach, na polach. Widzimy pracę rolników na polu, w czasie żniw, jesiennych zbiorów w sadzie. Często to właśnie nasi rodzice pomagają zorganizować paniom najciekawsze wycieczki- do gospodarstwa, ogródka czy innych miejsc ich pracy.

Jesteśmy także częstym gościem na podwórku pani Kamili, gdzie możemy na żywo obserwować różne domowe zwierzątka: kury, kozy, rybki w stawie. Największą radość sprawia nam karmienie tych zwierzątek. Często mamy okazję oglądać je już od urodzenia- pani zawsze trzyma rękę na pulsie! Teraz już wiemy, że kiedy pani wpada z uśmiechem na twarzy do przedszkola i pyta: „nie zgadniecie, co się wczoraj urodziło?”- czeka nas wyprawa. W tym roku aż dwie kozy doczekały się potomstwa: dwóch małych kózek i jednego koziołka.

Tata Gosi i Huberta, pan Kuba jest bartnikiem i już dwa razy zaprosił nas do siebie i opowiadał na czym polega praca z pszczołami. Pokazał budowę ula, różne przedmioty, których używa pszczelarz w swojej pracy, poczęstował pysznym miodkiem a nawet dał potrzymać na ręce pszczołę: trutnia (ta pszczoła nie żądli!). Wytłumaczył także na czym polega różnica między pszczołą a osą.

Na szczęście pan Kuba też potrafi trzymać rękę na pulsie. Ostatnio w czasie gimnastyki dostaliśmy telefon wzywający nas, abyśmy stawili się u niego na podwórku. Okazało się, że jak gdyby nigdy nic przez tartak pana Michała wprost nad stawek przywędrowała dzika kaczka z dziewięcioma małymi kaczuszkami. Udało nam się ją wytropić po pewnym czasie (bawiła się z nami w kotka i myszkę), ale do zdjęcia zapozowała dopiero drugiego dnia rano na trawniku przed oknem pani Kamili…

Jednym słowem- nie nudzimy się…

Autor

Tomasz Sosnowski